Jak zwykle z opóźnieniem wrzucam kilka zdjęć z początku października. Wszystko odbyło się w Galerii Motoryzacji i Techniki w Bytomiu. Po raz kolejny strobist meeting organizowany przez Michała Dulembę. Również jak zwykle zjawili się stali bywalcy. Wreszcie miałem też okazję spotkać się i współpracować z bardzo fajnym fotografem - Grzegorzem Słowińskim. Cała zabawa trwała ponad cztery godziny i muszę przyznać, że dawno nie miałem w ręce tak gorących akumulatorów ekstremalnie wyładowywanych przez lampy błyskowe. W sam raz przydało się to ciepło dla zmarzniętych dłoni modelek pod koniec sesji ;) Jak zwykle fotografowanie przebiegało w atmosferze lekkiego chaosu, a pomysły na ustawianie oświetlenia rodziły się na bieżąco. Okazało się również że zdecydowana większość z nas używa jako wyzwalaczy radiowych - skyporty. Udało się jednak tak je poustawiać, że żadna z trzech grup nie przeszkadzała sobie. Oczywiście tak łatwo od razu nie było, przy okazji eksperymentów z nastawami poznałem dotąd nie odkryte przeze mnie możliwości wyzwalaczy. Na końcu wpisu zamieściłem zdjęcie całej ekipy na tle poligonu działania :)
Poniżej zdjęcia Darii, następnie Karoliny i jedno Sylwii na tle Jaguara XJS.
Nie znam się za bardzo na Oldsmobil'ach ale na pierwszych fotografiach Daria opiera się o Jaguara XKE z 1962 roku. Obok widać klasyka - Triumph Spitfire 1500 z 1978 roku.


Jeden z ciekawszych okazów muzeum to Skuter Peugeot S57B z 1956 roku. Teraz nie dziwię się dlaczego nowe skutery tej firmy są tak drogie. Po prostu firma ta ma niesamowite tradycje. Warto obejrzeć na żywo ten pojazd i przyjrzeć się szczegółom i różnorodnym patentom. Jedną z ciekawostek jest to, że kierownicę z przednim kołem połączono za pomocą przekładni. Powoduje to dość osobliwe wrażenie podrzas manewrowania. No i to urokliwe koło zapasowe z tyłu...

Obok jakiego samochodu pozowała Karolina nie jestem w stanie napisać. Napewno wyprodukowano go przed wojną. Hmm, ale którą?...
I obiecane zdjęcie całej ekipy. Brakuje jedynie wizażystek. Obok mnie, z brzegu Grześ, autor tego zdjęcia :)
















Ostatniego dnia kwietnia Michał Dulemba zorganizował kolejne spotkanie błyskaczy. Tym razem wybrany został opuszczony kurort w Kozubniku. Pogoda dopisała, miejsce też dopisało, nic nie spadło na głowę... No tak, trzeba pamiętać, że czasy świetności tego miejsca dawno już minęły. Mimo, że kurort wywodzi się z socrealizmu to trzeba przyznać, że musiał kiedyś wyglądać dość okazale i nowocześnie. Ponoć nie każdy mógł skorzystać z wygód tego miejsca. Wszak to były czasy kiedy wszyscy byli równi, ale niektórzy byli równiejsi ;) Teraz wszystko niszczeje, bo najpierw pojawiła się młoda demokracja, a później czas dokończył dzieła.

...Słów kilka o powodzi.
Jak to w górach, gdzie się nie obrócić to strumyk, i tu cały ośrodek był zbudowany wokół i na rzeczce. Fajnie to wygląda, ale... Przed chwilą oglądałem na youtube film z 17 maja jak ta rzeczka demoluje ulice Kozubnika. Kozubnik należy do gminy Porąbka, która jest skutecznie zalewana wodą z Zalewu Żywieckiego. Fakt, ostatniego dnia kwietnia nic nie wskazywało na to, że za 2 tygodnie będzie powódź. Ale ja nie jestem meteorologiem, nie jestem też Wójtem czy Wojewodą, którzy w swoich kompetencjach mają obowiązek zadbania, aby powodzie nie wyrządzały takich zniszczeń. Wszak okres powodziowy, jest wpisany w rytm naszych rzek, i nikogo nie powinien zaskakiwać. Ostatnia powódź stulecia pokazała kierunki działań, mówiono wtedy o konieczności dbania o systemy wałów rzecznych, o budowie kolejnych zbiorników retencyjnych, o systemach wczesnego ostrzegania i innych. A prawda jest taka, że miasto nawet nie potrafi zadbać o udrożnienie studzienek kanalizacyjnych, nie mówiąc już o zatorach wodnych na ulicach.
O tym jak jesteśmy słabi wobec żywiołów chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Trochę deszczów i wielka woda nie robi sobie nic z naszych marnych wałów przeciwpowodziowych.
Ciekawe czy i tym razem za kilka miesięcy wszystkie ambitne plany naprawy systemu przeciwpowodziowego rozmydlą się w brudnej wodzie z rozlanej rzeki?...


A wracając do przyjemniejszych rzeczy - wyprawa zdjęciowa udała się, zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć, z których kilka nadaje się nawet do pokazania ;) Na spotkanie zjawił się też, choć nieco spóźniony - Łukasz Piech. Bardzo sobie cenie jego warsztat fotograficzny i z przyjemnością śledzę jego blog. Miałem też okazję zobaczyć jakim jest pozytywnie zakręconym człowiekiem :)

Ostatnio natchnęło mnie na filmową produkcję reklamową ;) Przy okazji zmierzyłem się z możliwościami HD mojego canona. Efektem jest film, ale najważniejsze są wnioski. Na pewno trzeba jeszcze sporo popracować aby efekty były lepsze. Największa trudność to płynny ruch kamery o co jest niezwykle ciężko mając do dyspozycji jedynie statyw fotograficzny. Kolejna sprawa to walka z ostrością zwłaszcza w ruchu i przy słabym świetle. Ostatnim elementem pozostaje wydajność komputera. W czasie montażu kolejnych scen musiałem wytężyć wyobraźnię ponieważ podgląd na ekranie monitora pokazywał tylko wybrane klatki filmu, więc składanie kolejnych kadrów odbywało się prawie na ślepo. Ciekawe czy kolejne GB-ty ramu usprawnią proces? W każdym razie rendering filmu HD w wymiarze 1m 40s trwał ponad 20 minut, podczas gdy na tym samym komputerze film 10-minutowy w formacie DVD renderował się jakieś 4 minuty...
Tymczasem zamieszczam to co powstało i mam nadzieję, że najdzie mnie jeszcze ochota na poprawienie tej produkcji :)

W połowie marca był fajny śnieżny dzień, z wielkimi płatami śniegu spadającymi z nieba. Pomysł był taki, żeby przy pomocy lampy błyskowej uwydatnić jeszcze bardziej padający śnieg. Ale zanim wyszliśmy z Emilką z domu wiatr przegonił chmury i zrobiła się słoneczna pogoda. Na próżno czekaliśmy na opady. Zresztą dla Emilki było wszystko jedno i tak nie rozumiała mojego planu, ważne że byliśmy na dworze :) Pozostało tylko zrobić standardowe ujęcia. W ruch poszła lampa z parasolką. Jak to zwykle bywa, nie obeszło się bez problemów. Najpierw wiatr przewrócił statyw i pogieła się parasolka, potem przestały działać skyporty. Pewnie bateria w nadajniku odmówiła współpracy. Na szczęście pomógł niezawodny kabelek eTTL i jedynym problemem było upolowanie marudnej Emilki ;)
Tym razem początek marca i sesja z wózkiem. W wózku kucyk i inne skarby. Do aparatu przykręcone 85mm.
Początek lutego, duużo śniegu i wyprawa przez las do sklepu. Trzeba było bacznie uważać na zamarznięte oblodzone drzewa szczególnie wrażliwe wtedy na wiatr i własny ciężar.


Powyżej klip dla miłośników Formuły 1. Widać jak zmieniają się samochody, jak zmienia się ryk silnika. Jednak charakter wyglądu i dźwięku jest zawsze charakterystyczny. Podobnie jak kolor czerwony - znak rozpoznawczy największej legendy sportów motorowych - Ferrari. Póki co nasz ulubiony kierowca jeździ w żółto-czarnych barwach samochodu :)

Czas leci, więc pora nadrobić zaległości. Powyżej zdjęcia z początku grudnia, czyli zabawa andrzejkowa. Miejsce to uroczy domek na Eurocampingu w Błędowie.
Jak zwykle wszyscy zjawili się w bojowym nastawieniu. Dodam, że minisesja zrobiona na szybko, bez środków dopingujących ;) Potem zasiedliśmy do stołów, a sprzęt foto wylądował w torbie. W tle pogrywało radyjko, a dysputy toczyły się aż do późnej nocy...

Obserwatorzy